poniedziałek, 25 maja 2015

Guru

Ludzie, którzy łapią za pióro, mają na temat pisarstwa dwa błędne wyobrażenia. Pierwsze, że pisać każdy może, drugie, że po napisaniu albo i nienapisaniu czegokolwiek, ma się kwalifikacje, by innych pisania uczyć. Jednym z tych ludzi jest niejaki Łukasz Migura, autor trzech „skończonych i opublikowanych opowiadań”, przy czym przez opublikowanie rozumie on zamieszczenie opowiadania, którego nikt nie chciał wziąć, na swoim blogu. Autor całych trzech opowiadań, przyjętych przez autora do publikacji na własnym blogu, poczuł się powołany, by uczyć innych, jak te opowiadania pisać.

Na tworzenie opowiadania składają się trzy etapy. Prace przygotowawcze, akt tworzenia oraz redakcja tekstu. Porównałbym je do Monteskiuszowskiego trójpodziału władzy, gdzie żadne nie ma widocznej (na pierwszy rzut oka) przewagi nad pozostałymi.

Żadne co? Żadne etap czy żadne władza? I co ma ustrój polityczny do etapów pisania? A dlaczego nie porównać ich do trzech wagoników, które ciągnie pisarz-kolejka? Też żaden nie ma przewagi nad pozostałymi i też porównanie jest bez sensu. Podobnie jak ten podział. Ponieważ Migura przez prace przygotowawcze rozumie znalezienie pomysłu, tworzenie planu i research, a przez redakcję szlifowanie tekstu, wszystko to mieści się w pojęciu aktu tworzenia.

W pierwszej części powinieneś wykazać się zarówno kreatywnością (oryginalny pomysł), jak i umiejętnością planowania (stworzenie chronologicznego zapisu wydarzeń).

Nie wiem, jak inni autorzy, ale gdyby nie Migura, to ja nigdy nie wpadłbym na to, że do stworzenia opowiadania muszę mieć na owo opowiadanie pomysł. Tylko nie wiem, co z tym chronologicznym zapisem wydarzeń, bo planuję akcję opartą na retrospekcji.

Sam proces pisania obedrze Cię ze złudnych romantycznych wyobrażeń na temat pracy pisarza. To żmudne stukanie w klawisze klawiatury. Ciągłe popychanie fabuły do przodu.

Stukanie w klawisze nie jest żmudne. Przeciwnie, to chyba jedna z najlżejszych fizycznych prac, jaką można wykonywać. A tak z ciekawości. Czy klawisze klawiatury popychają fabułę do przodu równomiernie, czy jednak nie, i na przykład te z górnego rzędu szybciej, a te z dolnego wolniej?

Trzeci etap – redakcja – jest chyba najbardziej niewdzięcznym i znienawidzonym przez wszystkich autorów. Podczas redagowania tekstu musicie przyznać się do własnej niedoskonałości. Kolejne poprawki nie będą dotyczyły wyłącznie interpunkcji i ortografii. Najistotniejsze, a co się z tym wiąże bardziej jeszcze bolesne, będzie wykreślanie zbędnych i nic nie wnoszących do fabuły zdań.

A jeśli autor w miejsce usuniętego zdania wstawi dwa nowe, to ból przerodzi się w euforię? Bolesne to jest czytanie tego rodzaju zbędnych i nic niewnoszących dyletanckich wpisów blogerów, którzy nie potrafią przyznać się do własnej niedoskonałości. Migura nie zna nawet podstawowych pojęć odnoszących się do pracy nad tekstem. Redakcję wykonuje redaktor, osoba postronna. Pisarz może co najwyżej swój tekst poprawiać, szlifować. Oczywiście można słowa „redagować” użyć w znaczeniu „pisać i odpowiednio opracowywać stylistycznie tekst”, ale wtedy nie będzie to żaden trzeci etap, tylko po prostu pisanie. Chyba że poczyni się założenie, że pisarz najpierw tworzy fabułę, nie przejmując się, czy pisze poprawnie i z sensem, a dopiero potem zajmuje się warstwą językową.

W tej części powinieneś spojrzeć na swój tekst całościowo.

To znaczy jak?

Koniecznie pokaż go bliskiej osobie. Sam nie wyłapiesz wszystkich błędów logicznych.

A co jest takiego w błędach logicznych, że nie da się ich – jak rozumiem, w przeciwieństwie do innych – wyłapać samodzielnie? I co ma zrobić autor, którego bliscy nie zajmują się literaturą i nie potrafią wyłapywać błędów logicznych w tekstach?

Unikaj proszenia o opinię innych autorów/pisarzy. Jeśli napisałeś gniota, z całą pewnością Cię skrytykują. Przecież jesteś konkurencją. Jeżeli opowiadanie będzie dobre, również usłyszysz krytykę. Bo przecież możesz kogoś wygryźć.

Jak widzimy, wpis Migury nie został sprawdzony przez bliską osobę, bo logika tego wywodu mocno szwankuje. Strach przed konkurencją nie może być powodem krytyki jednocześnie przy gniocie i przy dobrym tekście. Poza tym to wierutna bzdura, większość pisarzy uczciwie powie, co myśli o ocenianym opowiadaniu. Jeśli będzie dobre i będzie przypominało twórczość oceniającego, wcale mu nie zaszkodzi, bo czytelnicy zachwyceni jakimś tekstem szukają podobnych. Chociaż rzeczywiście należy być wstrzemięźliwym w proszeniu pisarzy o pomoc, ale z zupełnie innego powodu: zwykle na ocenianie amatorskich prac nie mają czasu ani ochoty.

(…) musisz stworzyć bohaterów. Najłatwiej będzie Ci czerpać z rzeczywistości. Dlatego tak istotne jest obserwowanie otoczenia. Ja staram się nadawać moim bohaterom cech osób spotkanych w pojazdach komunikacji miejskiej.

Nie ma to, proszę państwa, jak rady doświadczonego autora trzech opowiadań. Zostawiłem samochód na parkingu, wsiadłem w tramwaj i… bingo! Akurat bilet kasował gość, który idealnie nadał mi się na mordercę. Zepsuty do szpiku kości, chociaż zły nie z natury, a wskutek przykrych życiowych doświadczeń. Dwie sekundy później miałem ofiarę, prostytutkę, która zajmowała miejsce – o ironio rzeczywistości – przeznaczone dla kobiet z małymi dziećmi. Potrzebowałem jeszcze policjanta z wydziału zabójstw, ale akurat żaden tramwajem nie jechał, więc żeby ustalić, jakie będzie miał cechy, musiałem przesiąść się do autobusu. A kiedy ten dojechał do pętli, uświadomiłem sobie, jakim marnotrawstwem było jeżdżenie przez całą moją pisarską karierę samochodem. Ale pretensje mogłem mieć wyłącznie do siebie. Bo czy ktoś bronił mi wyszukiwać w internecie porad udzielanych przez autorów trzech opowiadań?

Istnieje grono ludzi piszących bez planu. (...) Dla mnie jednak jest to niezwykle przydatne narzędzie.

Bez planu pisze na przykład Ryszard Ćwirlej. Mówi, że plan to by sobie nawet przygotował, problem w tym, że później zamiast pisać, szukałby, gdzie ten plan jest. Ale sami państwo rozumieją, że dokonania literackie Ćwirleja są żadne w obliczu trzech opowiadań Łukasza Migury, w związku z czym, jeśli dla Migury jest to bardzo przydatne narzędzie, to będzie nim dla każdego. W każdym razie gwarantuje napisanie trzech opowiadań, które będziemy mogli opublikować na swoim blogu, a potem uczyć innych, jak się pisze opowiadania.

Dzięki temu nie gubię się w kreowanym świecie. Widzę przed sobą zbiór kolejnych celów. Taka terapia małych kroków. Ciężko mi tworzyć, jeśli dążę tylko do wielkiego finału. Muszę mieć po drodze kilka mniejszych sukcesów, bym wiedział, że czynię postępy.

Skończone opowiadanie „Gnijąca wiśnia” Łukasza Migury ma prawie dziewięć stron, a przy takiej masie tekstu naprawdę łatwo pogubić się w kreowanym świecie, nie mając planu. Trudno też dotrzeć do wielkiego finału na stronie dziewiątej, jeśli na drugiej, piątej i siódmej nie odniesie się mniejszych sukcesów i nie będzie widziało postępów.

Z własnego doświadczenia wiem, że najlepsze rzeczy pisze się nie w komforcie, a na rozwalającym się autobusowym fotelu zdezelowanego Ikarusa, gdzie szyby zamiast chronić przed mrozem, przepuszczają chłostający wiatr.

Ponieważ zdezelowane ikarusy rzadko już teraz jeżdżą, mamy wyjaśnienie, dlaczego doświadczenie autora ogranicza się do trzech opowiadań i dlaczego nikt nie chce ich publikować.

A jeżeli chodzi o kreatywność nikt przecież nie broni nam nanoszenia poprawek już w samym akcie tworzenia. Musisz tylko pamiętać, że na pozór nieistotny szczegół może mieć wpływ na wiele późniejszych wydarzeń.

Ech, żeby guru Migura to Panu Bogu w porę podpowiedział, to ten świat może lepiej by wyglądał.

25 komentarzy:

  1. Zapałałam żądzą przeczytania opowiadań tego pana. Po minucie jednak zarzuciłam ten pomysł, kiedy we wstępie do jednego z tekstów przeczytałam: "Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że kropla ów nie tylko potrafi myśleć, ale zadaje bardzo wnikliwe pytania". Ów? Serio?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zniechęciła informacja, że opowiadanie ów zostało napisane na kolanie.

      Usuń
  2. Ten Pan jest bardzo aktywny na różnych forach i przyznam, że mnie osobiście to męczy, podobnie jak same jego wypowiedzi, z których nie wynika ani nic nowego ani ciekawego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak prześledzić jego blog, to wyraźnie widać, że bardzo chce pisać, tylko kompletnie nie ma nic do powiedzenia. Językowo, mimo błędów, nie jest najgorzej, ale tematy nieprzemyślane, zero wnikliwości, umiejętności całościowego spojrzenia, poruszenia rzeczywiście ważnych aspektów. Migura powinien na razie pilnie uczyć się od innych, a nie próbować robić za guru.

      Usuń
    2. Doskonale uzupełnił Pan mój lakoniczny komentarz, właśnie to miałam na myśli, beznamiętne wypowiedzi, które absolutnie niczym nie przykuwają uwagi, są zwyczajnie nużące. I obawiam się, że tu się nic nie zmieni mimo nauk, bo można poprawnie pisać czy tez nabyć taką umiejętność (stylistyka, gramatyka, ortografia itd)., ale umiejętność zgrabnego, celnego formułowania myśli, posługiwania się ironią itd. jest moim zdaniem wrodzona.

      Usuń
  3. Migura to taki Sowa w skali mikro. Jeden ma trzy opowiadania w szufladzie, drugi - dwadzieścia poradników o sprzedaży malucha, każdy sprzedany w dziesięciu sztukach, ale obaj kreują się na znawców.

    Natomiast nie zgodzę się, że "pisać każdy może" jest błędnym wyobrażeniem. Pisarstwo nie jest przecież sztuką tajemną - uważam, że nawet Grzebuły i Sowy stać, przy odpowiednio dużym wysiłku (nawet jeśli zupełnie nieadekwatnym do efektu końcowego), na napisanie poprawnego technicznie, rzemieślniczego tekstu. Jasne, nie każdy zostanie kolejnym Kingiem, Sapkowskim czy Soederbergiem, tak jak nie z każdego, kto chwyci za gitarę, wyrośnie Joe Satriani, ale pisarstwa (tak jak gry na gitarze, choćby tylko na poziomie podstawowych akordów) można się nauczyć.

    Oczywiście to też kwestia nakładów pracy - jeden osiągnie poziom "drukowalności" po dwóch latach, drugi - po dwudziestu albo trzydziestu; także powiedziałbym raczej, że pisać może każdy, tylko nie każdy powinien.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie w szufladzie, panie Jacku, tylko opublikowane na blogu :-)

      Nie zgadzam się z tezą, że każdy napisze poprawny warsztatowo tekst, byleby włożył odpowiednio dużo pracy. Po pierwsze umiejętności zmobilizowania się do tej pracy też tym osobom brakuje. A zatem jest to gdybanie na zasadzie, gdybym wstał z kanapy, więcej się ruszał, a mniej jadł i schudł trzydzieści kilo, to też mógłbym biegać maratony jak ci ludzie, na których patrzę w telewizji. Po drugie to nie jest kwestia wiedzy tajemnej, tylko predyspozycji. Co z tego, że ktoś teoretycznie wie, jak zdobyć alpejski szczyt albo pilotować samolot, jeśli z powodu jakichś tam ograniczeń nigdy nie będzie w stanie tej wiedzy przełożyć na praktykę?

      Usuń
    2. Mea culpa, wciąż mam w pamięci autoreklamę pana Migury ("Mam już niemal dwadzieścia osiem lat, trzy mierne opowiadania (oczywiście nieopublikowane) i książkę, którą skrobię nieprzerwanie od początku studiów magisterskich (w lipcu 2013 się obroniłem)"). Zwracam honor - opublikował się na blogu. :-)

      Fakt, umiejętności zmobilizowania się nie wziąłem pod uwagę. A jeśli chodzi o predyspozycje - to też miałem na myśli, mówiąc, że nie każdy zostanie Kingiem czy Satrianim. Jednym jest pisane zdobywanie alpejskich szczytów, innym wystarczy wspięcie się na Śnieżkę czy ściankę w klubie - ale czy jeśli stać mnie tylko na wspięcie się na skałkę, kopanie piłki w A-klasie albo brzdąkanie na trzech akordach przy ognisku, od razu musi to oznaczać, że wspinaczka, sport i gitara nie jest dla każdego? ;-)

      Swoją drogą, panie Pawle, Aleksander Sowa właśnie wyzwał mnie - przez mój poprzedni komentarz - od przestępców oraz zagroził procesem z art. 212 k.k. Chyba trochę rozumiem, jak mógł pan się czuć przy sprawie z Grzebułą ;-)

      Usuń
    3. Tutaj chodzi o różnicę między zawodnikiem A-klasy a ofermą, która za każdym razem da sobie odebrać piłkę, jeśli strzeli gola, to samobójczego i w ogóle tak plączą się jej nogi, że wyjście na boisko kończy się kontuzją. I żaden trening jej nie pomoże, bo nie ma predyspozycji, by biegać za piłką. Pan twierdzi, że Grzebuła po odpowiednio długiej nauce może napisać coś z sensem. To weźmy konkret. Kolejne czynności przy uruchamianiu samochodu Grzebuła opisuje w złej kolejności. Jak Pan by spowodował, żeby opisywała we właściwej? Powie Pan jej, że trzeba we właściwej? Ale przecież ona to wie. Zna również kolejność tych czynności. A jednak pisze źle. To co? Sto scenek do napisania z takich codziennych zajęć? Pewnie każdą z osobna napisze dobrze, a w książce i tak spieprzy.

      Usuń
    4. No dobrze, czuję się przekonany. Chyba to mój wrodzony optymizm nie pozwolił mi wierzyć, że istnieją ofermy, których żadną siłą nie da się nauczyć chodzenia bez potykania się o własne nogi. ;-)

      Usuń
    5. Pouczająca dyskusja, ale przyznam, że nie mogłam się powstrzymać od śmiechu:) Panie Pawle sto scenek mnie zabiło:)

      Usuń
  4. Żenujące. Z drugiej strony, być może takie teksty mają zachęcić do rozwijania umiejętności zupełnie początkujących, czternastolatki prowadzące słit blogaski i na tym etapie może im do czegoś się jednak przydać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja poproszę o tabliczkę „Tekst dla osób poniżej 15 roku życia, o IQ poniżej 90, z zerowym dorobkiem literackim”.

      Usuń
  5. Cześć Paweł, mimo, iż nieszczególnie sobie tego życzyłeś zaglądam raz na jakiś czas na Twój blog i ani razu nie zrozumiałem dlaczego tracisz tyle czasu. Jest tyle wspaniałej literatury, a ty godzinami czytasz i analizujesz niezwykle wnikliwie teksty, których nie warto wziąć do ręki. Pozdrawiam serdecznie, Krzysztof Dżugaj

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie życzyłem sobie, byś mi dyktował, na jakim poziomie mam pisać. I nie pojmuję, co wszystkich tak zajmuje kwestia, na co poświęcam swój czas. To chyba moja sprawa? A skoro teksty, które komentuję, nie są warte wzięcia do ręki, to również moje analizy nie są warte czytania. Nie rozumiem więc, dlaczego tracisz czas na ich czytanie, skoro jest tyle wspaniałej literatury, po którą mógłbyś sięgnąć.

      Usuń
    2. Oczywiście sposób w jaki pożytkujesz swój czas jest Twoją sprawą.Ja tylko wyraziłem moją opinię na ten temat, również mam prawo mieć jaką chcę, prawda? Nie zgodzę się również z tym, że nie warto czytać Twoich analiz, warsztatowo są doskonałe, ich przedmiot nie odbiera im wartości. Zostaje mi czasu poza tym na czytanie innych rzeczy. Krzysztof Dżugaj

      Usuń
    3. To tym bardziej Twoje pretensje są kretyńskie. Jeśli w wyniku zajmowania się jakimś zjawiskiem powstaje tekst wart przeczytania, to choćby tylko z tego względu jest sens się nim zajmować. A wnikanie, dlaczego ktoś poświęca swój czas nie na to, na co zdaniem wnikającego powinien go poświęcać, nie jest żadną opinią, tylko aroganckim dyktowaniem drugiej osobie, czym ma się zajmować.

      Usuń
    4. Widzę, że masz bardzo wojowniczą postawę. W jednym Migura miał niewątliwie rację- luzu brak Ci zupełnie. Oto jak czysta, bezwzględna logika zwodzi człeka na manowce....Krzysztof Dżugaj

      Usuń
    5. Prośba do osób utrzymujących kontakt z Krzysztofem Dżugajem, by poinformowały go, że ktoś się pod niego podszywa, bo ten, którego ja znałem, był na tyle inteligentny, że nie musiał w dyskusji z braku argumentów ratować się personalnymi wycieczkami w stylu Migury.

      Usuń
    6. Paweł, dzięki, że dbasz o moje dobre imię, naprawdę to szanuję. Niemniej jednak Twoja postawa, to w jaki sposób prowadzisz dyskusję jest dla mnie nie do przyjęcia. Wszystko co piszesz jest logiczne, w sensie źródłowym tego pojęcia. Jest jednak w swym duchu i wyrazie niezmiernie impertynenckie, nie rozumiem tego poziomu agresji, jaki przejawiasz. Krzysztof Dżugaj

      Usuń
    7. Paweł, ok. Należy Ci się kilka słów wyjaśnienia tego, co napisałem powyżej. Chociaż szkoda,że sam nie rozumiesz. Skoro jasne jest, że jeśli deszcz pada, to pada i na samochód i na czarny asfalt. I wszyscy już coś wiemy i rozumiemy kiedy przystępujemy do dyskusji bądż lektury.Co natomiast wiemy teraz tutaj. Nazwałem Twoją postawę impertynencką. Wow. Skandal. Tym bardziej, że wcześniej napisałem, że brak Ci luzu. To jest wycieczka osobista, nie argument. Czyli jestem mniej inteligentny od innego Krzysztofa Dżugaja. Nie. Ja to widzę inaczej. To nie wycieczka osobista. To wniosek z przemyśleń, fakt, że nie przedstawionych przed wnioskiem z nich wyciągniętym. Na czym te przemyślenia się opierały? Na oczywistych zasadach tworzących warunki tej dyskusji. A mianowicie:
      1) Pisarz, tłumacz, człowiek, którego narzędziem pracy jest słowo, świadomie dobiera pojęcia, których używa, to oznacza, że spośród wielu synonimów określających dane zjawisko, tak jest najczęściej, że jest więcej niż jedno określenie, nasz język jest bogaty, wybiera na użytek danej wypowiedzi jedno, jedno jedyne konkretne pojęcie. Spójrzmy, jakie Ty wybierasz. "Twoje pretensje są kretyńskie". Można by było choćby " Twój zarzut jest bezzasadny". Co decyduje o tym wyborze? Jakie względy merytoryczne wynikające z logiki dyskursu. Żadne. Decyduje tu wola formułującego wypowiedż. Wola wyboru, wyboru świadomego, dokonał go ceniony tłumacz i pisarz. Człowiek, którego praca polega na dobieraniu słów.

      Usuń
  6. Hej, dzięki za wnikliwą analizę mojego tekstu (i za linka). Niesamowicie się uśmiałem :-). Miło mi, że uważa mnie Pan za tak ważnego, iż poświęca swój cenny czas na moją nieudolną twórczość. Nie czytałem Pańskich książek, ale zakładam, że po wydaniu siedmiu (chyba dobrze policzylem? Z rachunków też nie jestem zbyt dobry) pozycji jest Pan alfą i omegą w temacie. Zapraszam do ponownych odwiedzin mojej strony i późniejszego wylewania na mnie pomyj na swoim blogasku. Tak już całkiem poważnie, mi byłoby szkoda tracić czas i miejsce na stronie na krytykę kogoś, kogo uważałbym a gorszego od siebie. Pozdrawiam i życzę więcej luzu w życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja podesłałem Panu Łukaszowi linka do tego artykułu. Nie sądziłem jednak, że Pan Łukasz Migura zareaguje w taki emocjonalny sposób. Niestety, Panie Pawle, dobrze Pan trafił, bo ktoś, kto traktuje poważnie swoją przygodę z pisaniem nie odpisałby w ten sposób jak powyżej. Uważam powyższą wypowiedź za idealny przykład, że grafomaństwo idzie w parze z butą. To sprawdza się chyba w 100%. Żeby było śmieszniej, po tym, jak podesłałem linka Panu Łukaszowi, zablokował mnie w komentarzach i nie mogę komentować na jego blogu pod swoim własnym imieniem. Trochę to smutne, że ludzie niedojrzali biorą się za pisanie, a potem dziwią, gdy ktoś to zauważy i ma zdanie na ten temat. Już kiedyś dziękowałem Panu, Panie Pawle, przy okazji innej notki. Jeszcze raz podziękuję, bo odwala Pan kawał świetnej roboty, znajdując takie internetowe smaczki. Nadal jednak się łudzę, że Pan Łukasz pójdzie po rozum do głowy, z kimś porozmawia, ktoś mu wytłumaczy to i owo. Jest jeszcze młody, niemożliwe, by przez całe życie zachował taką postawę, jaką zademonstrował dzisiaj, a która była daleko od "luzu", jaki życzył Panu na koniec komentarza.

      Pozdrawiam,
      Marcin

      Usuń
    2. Uśmiał się pan, panie Migura? To bardzo niepokojąca reakcja. Może świadczyć o rozdwojeniu jaźni, bo normalnie ludziom nie jest do śmiechu, kiedy publicznie obnażana jest ich ignorancja.
      Niech mi Pan wyjaśni, ile pozycji trzeba opublikować, żeby być „alfą i omegą w temacie”, i dlaczego w ogóle trzeba być „alfą i omegą w temacie”, żeby poddać analizie Pański tekst? I jak to się dzieje, że nie potrafi Pan przytoczyć jednego szczątkowego merytorycznego argumentu w obronie swojego tekstu? Panu się naprawdę wydaje, że jak nazwał Pan krytykę pomyjami, a mojego bloga blogaskiem, to się Pan z nią rozprawił?

      Usuń
    3. Pan Łukasz najwyraźniej jest zwolennikiem poglądu, że trzeba być kucharzem gotującym w kilkugwiazdkowej restauracji, by móc stwierdzić, że zupa jest przesolona.

      T.

      Usuń

Komentarze anonimowe są niemile widziane i zastrzegam sobie prawo do ich kasowania bez dalszych wyjaśnień.