poniedziałek, 9 lutego 2015

Przewidywana niemożność, czyli legislacyjna biegunka prezeski

Danuta Kierzkowska, z zawodu prezes TEPIS-u (w tym roku mija ćwierć wieku jej pontyfikatu i wyprzedzają ją już tylko czterej papieże), cierpi na chorobę, którą można nazwać legislozą. Jej objawy to zamiłowanie do pisania wszelkiego rodzaju regulaminów, tworzenia przepisów, zakazów i nakazów. W efekcie Kierzkowska, chociaż nie zasiada w Sejmie ani w Senacie (pewnie dlatego, że tam trzeba wygrać prawdziwe wybory, a nie tepisowskie), wysmażyła twór pod nazwą „Kodeks tłumacza przysięgłego”. Twór został „w poszanowaniu” przyjęty i ogłoszony przez Radę Naczelną TEPIS, czyli Towarzystwo Umiłowania Prezeski. W oczekiwaniu na spisanie przez Kierzkowską oraz ogłoszenie przez TEPIS konstytucji Marsa, przyjrzyjmy się temu „kodeksowi”.

§ 1. Godność tłumacza jako osoby zaufania publicznego
Tłumacz przysięgły czyni wszystko, aby swą postawą etyczną spełnić wymagania, jakie społeczeństwo stawia przed osobą zaufania publicznego, zwłaszcza w zakresie staranności, bezstronności, przestrzegania tajemnicy zawodowej, doskonalenia kwalifikacji zawodowych i lojalności koleżeńskiej, która wyklucza nieuczciwą konkurencję oraz uleganie nieuprawnionym żądaniom zleceniodawców, w szczególności w zakresie nadinterpretacji, błędnej interpretacji lub pominięcia.

Nadinterpretacji, błędnej interpretacji lub pominięcia czego? Tylko osoba tak pozbawiona słuchu językowego jak Kierzkowska mogła zgubić tutaj przydawki. To i inne językowe potknięcia („formuła poświadczająca tłumaczenie (…) powinna (…) zawierać (…) pieczęć okrągłą przyłożoną bezpośrednio pod formułą poświadczającą”, par. 54) pokazują, że wbrew twierdzeniom, jakoby kodeks pisało więcej osób, jest on wyłącznie autorstwa Kierzkowskiej. Na pewno nie redagował go profesor Tadeusz Zgółka z Rady Języka Polskiego, którego nazwisko wymienione jest wśród konsultantów.

§ 2. Obowiązek zachowania staranności i wierności tłumaczenia oraz osobista odpowiedzialność za wierność i rzetelność tłumaczenia
Tłumacz przysięgły jest zobowiązany do wykonywania powierzonego mu tłumaczenia ze szczególną starannością, zachowując wierność wobec tekstu źródłowego zgodnie z zasadami sztuki tłumaczenia specjalistycznego i formalnoprawnymi zasadami tłumaczenia sądowego i prawniczego, które mogą różnić się od nieprofesjonalnych interpretacji zleceniodawców.

Zasady mogą różnić się od interpretacji?

§ 4. Uzasadniona odmowa tłumaczenia
Tłumacz przysięgły powinien odmówić przyjęcia tłumaczenia, jeżeli nie dysponuje wystarczającą wiedzą fachową, nie zna terminologii specjalistycznej w danej dziedzinie, nie ma możliwości przygotowania się do specjalistycznego tłumaczenia w zbyt krótkim – w jego ocenie – czasie (…).

Taki zapis jest wprawdzie zgodny ze zdrowym rozsądkiem, ale niezgodny z prawem. W Polsce nie ma specjalizacji tłumaczy przysięgłych, nie są oni ustanawiani z konkretnych dziedzin. A zatem jeśli tłumacz odmawia przyjęcia tłumaczenia z powodu niedostatecznej wiedzy, znaczy się, nie spełnia warunków, by być przysięgłym. De iure ma się znać na wszystkim. Tego, że na wszystkim znać się nie można, polskie prawo nie przewiduje. Ale durna lex, sed lex.

§ 5. Obowiązek terminowego wykonania tłumaczenia oraz zawiadomienia o niemożności wykonania tłumaczenia
Tłumacz przysięgły ma obowiązek terminowego wykonania tłumaczenia, zaś w razie wystąpienia nieprzewidzianych okoliczności, takich jak choroba tłumacza, wypadek losowy oraz wyjątkowa sytuacja osobista uniemożliwiająca mu wykonanie zlecenia, ma obowiązek bezzwłocznego powiadomienia o tym zleceniodawcy.

A dlaczego nie ma nic o tym, że tłumacz ma obowiązek powiedzieć klientowi „dzień dobry”? Czy też, skoro tego w kodeksie nie zapisano, taki obowiązek został zniesiony?

§ 8. Obowiązek korzystania z pomocy warsztatowych i konsultacji znawcy przedmiotu
Tłumacz przysięgły ma obowiązek wykorzystania wszelkich dostępnych mu pomocy warsztatowych: słowników, encyklopedii, podręczników, baz terminologicznych i norm oraz innych źródeł wiedzy oraz korzystania z konsultacji znawcy przedmiotu w celu zapewnienia najwyższej jakości tłumaczenia.

Kodeks hydraulika polskiego. Hydraulik polski ma obowiązek wykorzystania wszelkich dostępnych mu narzędzi, kluczy do rur, giętarek, zgrzewarek i spiral kanalizacyjnych, w celu zapewnienia najwyższej szczelności połączeń wodociągowych, oraz korzystania z konsultacji lepszego majstra, jeśli sam nie daje rady.

§ 9. Prawo dostępu do materiałów pomocniczych
Tłumacz przysięgły ma prawo zwrócić się do zleceniodawcy o udostępnienie mu materiałów umożliwiających uzyskanie lub uzupełnienie wiadomości niezbędnych do wykonania tłumaczenia (…)

A zleceniodawca udostępni mu materiały, bo przestraszy się tego paragrafu czy dlatego, że zależy mu na sensownym tłumaczeniu?

§ 11. Prawo do konsultacji z rodowitym znawcą obcego języka specjalistycznego
Tłumacz przysięgły ma prawo skonsultować z rodowitym znawcą obcego języka specjalistycznego problemy związane z tłumaczeniem.

No i proszę sobie teraz wyobrazić taki przerażający stan rzeczy, że Kierzkowska nie uszczęśliwiłaby nas tym swoim kodeksikiem. Biedny tłumacz, który natknąłby się na problemy podczas tłumaczenia tekstu specjalistycznego, nie wiedziałby, czy może zwrócić się do fachowca obcokrajowca (bo rozumiemy, że o niego chodzi pod pojęciem „rodowitego znawcy obcego języka specjalistycznego”), czy nie może.

§ 12. Wynagrodzenie tłumacza przysięgłego
Przy ustalaniu wysokości wynagrodzenia tłumacz przysięgły powinien uwzględnić stopień trudności, zakres tłumaczenia oraz własne kwalifikacje i pozycję zawodową, bacząc na solidarność koleżeńską i godność zawodową, aby uniknąć zarzutu o uprawianie nieuczciwej konkurencji przez stosowanie rażąco zaniżonych lub bezzasadnie zawyżonych cen za świadczone przez siebie usługi.

Kierzkowska jako prezeska TEPIS-u ma wysokie stawki, chociaż tłumaczem jest beznadziejnym, więc ciągle jojczy o nieuczciwej konkurencji i solidarności koleżeńskiej, żeby tańsi, a lepsi tłumacze nie podbierali jej na rynku klientów. A tymczasem na rynku obowiązują stawki rynkowe, a nie zależne od stanowiska w TEPIS-ie.

§ 13. Obowiązek dzielenia się wiedzą
Tłumacz przysięgły ma obowiązek uczestniczenia w procesie przekazywania własnych doświadczeń i wiedzy zawodowej kolegom i adeptom zawodu.

A jak nie, to co? Klaps, chłosta czy doniesienie do prokuratury? Tłumacz wcale nie ma takiego obowiązku. Ładnie z jego strony, ale jeśli (i większość tak robi) uzna, że skoro się naharował, żeby mieć wzory skomplikowanych tekstów, nie będzie ich za friko i dziękuję udostępniał smarkaczom (niech smarkacze sami się ich dopracują), to pani Kierzkowska może mu skoczyć tam, gdzie oni mogą pana tłumacza w dupę pocałować.

§ 14. Solidarność koleżeńska
Tłumacz przysięgły powinien pomagać koleżankom i kolegom w potrzebie i w miarę możliwości nie odmawiać im takiej pomocy, zwłaszcza gdy chodzi o zastępstwo w wykonaniu pilnego tłumaczenia w razie nieprzewidywanej niemożności wykonania go w terminie (…)

W razie nieprzewidywanej niemożności (styl Kierzkowskiej podziwiamy od dawna) to zmartwienie organu, żeby sobie znalazł zastępstwo, a nie tłumacza. A przy prywatnym zleceniu kasa jest wystarczającą motywacją, szlachetność zbędna.

§ 15. Solidarność międzynarodowa
Tłumacz przysięgły ceni doświadczenie i poglądy swoich koleżanek i kolegów z innych krajów, solidaryzuje się z nimi w dążeniu do zapewnienia godnego statusu zawodu tłumacza (…)

A co, jeśli nie ceni i się nie solidaryzuje? Obowiązuje zasada „(…) kochamy Juliusza Słowackiego i zachwycamy się jego poezjami, gdyż był on wielkim poetą”?

§ 16. Przedmiot tłumaczenia poświadczonego
Przedmiotem tłumaczenia poświadczonego przez tłumacza przysięgłego może być oryginał dokumentu urzędowego lub firmowego, poświadczony odpis dokumentu, jego tłumaczenie oraz dokument prywatny lub tekst niesygnowany, w tym kserokopia, wydruk skanu, faksu i innego zapisu elektronicznego, jak również zapis głosu utrwalony na dowolnym nośniku.

Faksu nie trzeba drukować, on już wychodzi z urządzenia na papierze.

§ 18. Znamiona dokumentu urzędowego i firmowego
Dokument urzędowy i firmowy jest opatrzony nagłówkiem (nadrukiem lub tuszowym odciskiem pieczęci nagłówkowej), odciskiem pieczęci lub nadrukiem pieczęci na nalepce (okrągłej, owalnej, podłużnej lub innego kształtu) odpowiedniej rangi (z godłem państwowym, emblematem lub logo firmowym) i rodzaju (tuszowej lub suchej), oraz podpisem osoby lub osób, które poświadczają fakty stwierdzone w tym dokumencie.

Aha. A skoro szwedzkie dokumenty urzędowe i firmowe nie mają pieczęci ani podpisów, to nie wolno mi ich tłumaczyć, bo wedle prezeski TEPIS-u nie są dokumentami urzędowymi i firmowymi?

§ 20. Poświadczenie zgodności tłumaczenia z oryginałem dokumentu
1. Tłumacz przysięgły poświadcza zgodność tłumaczenia z oryginałem dokumentu w formule poświadczającej tłumaczenie, jeżeli fakt ten nie budzi jego zastrzeżeń.

Jaki fakt? Że wykonał tłumaczenie zgodne z oryginałem?

2. Jeżeli tłumacz przysięgły nie jest w stanie stwierdzić zgodności tłumaczenia z oryginałem dokumentu, czy to z powodu zastrzeżeń, czy też z braku dostępu do oryginału, łączy na stałe z tłumaczeniem kopię tego dokumentu w sposób określony w § 21 i stwierdza w formule poświadczającej zgodność tłumaczenia z załączonym tekstem w postaci kserokopii, wydruku skanu, wydruku z faksu lub innego rodzaju kopii tłumaczonego dokumentu.

Bzdura. W polskim obiegu prawnym funkcjonują dokumenty w języku polskim, a nie dwujęzyczne. Tłumacz stwierdza zgodność tłumaczenia z tekstem dokumentu źródłowego, z zaznaczeniem, że przekładu dokonał z kopii, i tyle.

§ 21. Poświadczenie zgodności tłumaczenia z tekstem niesygnowanym
Tłumaczenie tekstu niesygnowanego, w tym kserokopii, wydruku skanu, faksu i innego zapisu elektronicznego łączy się na stałe z wydrukiem takiego tekstu, który opatruje się następnie podpisem i pieczęcią okrągłą tłumacza oraz stwierdza wykonanie tych czynności w formule poświadczającej zgodność tłumaczenia z załączonym tekstem niesygnowanym.

Taka sama bzdura jak wyżej. Ciekawe, przed jakim przekrętem ta procedura miałaby chronić?

§ 22. Układ graficzny tekstu tłumaczenia poświadczonego i jego postać materialna
1. Układ graficzny tekstu tłumaczenia powinien być zbliżony do układu tłumaczonego tekstu.

A niby dlaczego?

§ 23. Oznaczanie końca ustępu i niepełnego wiersza
Znak przestankowy, jakim jest przerwa między ustępami, należy zachować w tekście tłumaczenia przez pozostawienie pustych części wierszy kończących ustęp zgodnie z układem graficznym tłumaczonego tekstu.

Kierzkowska nie zna zasad języka polskiego, w polskim akapity sygnalizujemy wcięciami, a nie przerwami.

§ 25. Uwagi i wzmianki tłumacza wyróżnione kursywą w nawiasach kwadratowych
W tekście tłumaczenia tłumacz przysięgły może zamieszczać własne uwagi, poprzedzone wyrazami „uwaga tłumacza" lub ich skrótem (…) Wszystkie uwagi i wzmianki powinny być zwięzłe, wyróżnione kursywą i umieszczane w nawiasach kwadratowych.

O w mordę. A ja nie poprzedzam, tylko zamykam, nie wyrazami „uwaga tłumacza”, tylko „przypis tłumacza” i nie wyróżniam kursywą. I co teraz?! Białołęka czy Wronki?

§ 34. Przytaczanie nazw własnych zapisanych w obcym języku źródłowym
1. Nazwy geograficzne oraz nazwy instytucji i firm zapisane w alfabecie łacińskim należy przytaczać w tekście tłumaczenia na język polski w pisowni oryginalnej (…)

Podejrzany uciekł z London do New York?

2. Imiona i nazwiska zapisane w alfabecie łacińskim należy przytaczać w tekście tłumaczenia na język polski wyłącznie w pisowni oryginalnej, zaś w alfabetach niełacińskich – w wersji transkrybowanej i oryginalnej, nie stosując w żadnym razie istniejących polskich odpowiedników imion ani spolszczonych form nazwisk obcojęzycznych.

A zatem jeśli tłumaczymy w sprawie skradzionych z biblioteki w London pierwszych wydań dzieł niejakiego Williama Shakespeare’a, pamiętamy, że „w żadnym razie” nie wolno nam pisać „Szekspir”, bo tak uznała Kierzkowska w swoim głupawym kodeksie.

§ 36a. Przytaczanie nazw jednostek miar i wag
Nazwy jednostek miar i wag w tłumaczeniu przytacza się wyłącznie w wersji oryginalnej, nie przeliczając ich z jednego systemu na inny.

Znakomity dowód na to, że Kierzkowska nie potrafi wyjść poza język, którego jest tłumaczem (angielski), i że mimo dekad stażu nie dotarło do niej, iż w tłumaczeniu nie ma reguł, są jedynie przykłady. To, co ma sens przy anglosaskich miarach, nie ma sensu przy szwedzkich. Szwedzki samochód może mieć na przykład 20 000 mil przebiegu. Ale nie są to mile angielskie, jak założy odbiorca, kiedy pozostawię tę jednostkę. Jeśli w ogóle zwróci na nią uwagę, a nie automatycznie przyjmie, że są to kilometry. Przypis, że chodzi o milę szwedzką mającą 10 km, dostrzeże może jedna trzecia czytających. Przeliczenie więc na kilometry nie tylko nie jest błędem, lecz jedynym właściwym rozwiązaniem, zwłaszcza że po przeliczeniu wynik zawsze będzie okrągłą liczbą, podobnie jak wyjściowa.

§ 37. Znaki diakrytyczne i ich brak w nazwach własnych
3. Polskie nazwy własne osób i nazwy geograficzne podane w tekście źródłowym bez znaków diakrytycznych powinny być w tłumaczeniu przytoczone w tej samej postaci (bez znaków diakrytycznych).

Dla Szwedów Wrocław to Wroclaw, więc ja mam w tłumaczeniu pisać „Wroclaw”, bo może chodzić nie o Wrocław, tylko o jakiś nieleżący nad Odrą Wroclaw?

§ 41. Adres osoby lub instytucji w tłumaczeniu
Adres osoby lub instytucji, jako informacja pełniąca funkcję komunikacyjną dla służb pocztowych, nie wymaga tłumaczenia jego poszczególnych elementów; elementy te mogą być tłumaczone jedynie wtedy, gdy wchodzą w skład całych zdań lub gdy stanowią element aktu stanu cywilnego.

To trzeba być Kierzkowską, żeby w tak mętny i rozbudowany sposób zapisać, że „Blumenstraße” zostawiamy w oryginale, a nie tłumaczymy jako „ulica Kwiatowa”. To po pierwsze. Po drugie, ja się zgadzam, że sporo idiotów kończy studia i zostaje tłumaczami, ale naprawdę nie takich, którzy by przekładali nazwy ulic z adresów. I naprawdę nie trzeba na to paragrafu na czterdzieści wyrazów.

§ 47. Tłumaczenie części dokumentu
Tłumaczenie części dokumentu wymaga w uwadze tłumacza dokładnego określenia jej miejsca w całym dokumencie, przy czym w obrębie tłumaczonej części nie wolno opuszczać żadnego elementu tekstu.

Tłumaczowi nie wolno tłumaczyć części dokumentu, dlatego że nie jest uprawniony do sporządzania wyciągów z dokumentów. Jeśli tłumacz (sam lub na prośbę klienta) wybrałby jakąś część dokumentu do tłumaczenia, to de facto sporządziłby z niego wyciąg, który potem odwzorowałby w języku docelowym. Informacje z przetłumaczonej części dokumentu mogą nabrać innego wydźwięku przy braku całości. Na przykład przetłumaczenie ocen z indeksu tylko z jednego roku albo z wybranych przedmiotów może pokazać studenta jako lepszego, niż był w rzeczywistości. Jeśli studenta nie stać na tłumaczenie całego indeksu, powinien wystąpić do uczelni o wystawienie karty przebiegu studiów.
Oczywiście tłumacz nie musi przekładać tekstów, które nie są integralną częścią dokumentu, czyli np. objaśnień i pouczeń.

§ 50. Sposób pisania dat w tłumaczeniu
W celu uniknięcia nieporozumień możliwych w wyniku różnorodności systemów stosowanych na świecie, tłumacz przysięgły powinien wyeliminować dwuznaczność cyfr składających się na datę poprzez słowne wymienienie nazwy miesiąca lub przynajmniej jego skrótu.

De – bi – lizm. W każdym języku obowiązują określone zasady zapisywania dat cyframi i odbiorcy nie mają żadnych kłopotów z odczytaniem tak zapisanych dat. To, że Polacy i Amerykańcy zapisują inaczej, a Kierzkowskiej się merda, nie jest powodem do stosowania debilnych rozwiązań.

§ 54. Formuła poświadczająca tłumaczenie
Formuła poświadczająca tłumaczenie wykonane przez tłumacza przysięgłego powinna być umieszczona bezpośrednio pod tekstem tłumaczenia, wyrażona w pierwszej osobie, zawierać imię i nazwisko tłumacza (…) miejsce i datę poświadczenia, numer wpisu do repertorium czynności tłumacza przysięgłego oraz pieczęć okrągłą przyłożoną bezpośrednio pod formułą poświadczającą po lewej stronie arkusza obok własnoręcznego podpisu tłumacza złożonego po prawej stronie pieczęci.

A ja pieczętuję po prawej i podpisuję się po lewej. I co, pani Kierzkowska? Moje tłumaczenia jako wadliwe formalnie nie mają mocy prawnej? Niech się pani stuknie pieczątką w czoło. W środek.

§ 55. Pieczęć okrągła tłumacza przysięgłego
Tłumacz przysięgły używa metalowej pieczęci okrągłej wydanej mu na wniosek Ministra Sprawiedliwości przez Mennicę Państwową. Używanie wszelkich odmian takiej pieczęci okrągłej wykonanej na prywatne zamówienie tłumacza w celu poświadczania tłumaczeń, czy to w języku polskim, czy też w języku obcym, nie jest zgodne z prawem.

Bo tłumacz to taki idiota, który ustawy nie umie sobie przeczytać, więc pani Kierzkowska musi mu napisać, co jest w ustawie.

§ 56. Pieczęcie podłużne i blankiet firmowy tłumacza przysięgłego
Tłumacz przysięgły może stosować dodatkowo pieczęcie podłużne oraz blankiet firmowy, które w języku polskim i obcym informują czytelnika o jego tytule, pozycji na liście tłumaczy przysięgłych, tytule zawodowym i stopniu naukowym, adresie pocztowym, numerze telefonu, adresie poczty elektronicznej i innych danych, które uzna za niezbędne dla własnej identyfikacji.

Chodzi o to, żeby tłumacz idiota, który z pieczęci okrągłej nie potrafi odczytać własnego nazwiska, miał wystarczająco dużo danych, by mógł się zidentyfikować, że to on zrobił tłumaczenie.

§ 60. Ochrona danych tłumacza
Tłumacz przysięgły ma prawo żądać, żeby w miejscu publicznym nie podawano jego adresu i innych danych osobowych do wiadomości osób obecnych podczas wykonywania tłumaczenia ustnego zgodnie z przepisami o ochronie danych osobowych i w celu zapewnienia jego osobistego bezpieczeństwa. Tłumacz ma również prawo oświadczyć cudzoziemcom, których wypowiedzi tłumaczy, że nie reprezentuje instytucji wymiaru sprawiedliwości ani żadnej ze stron uczestniczących w postępowaniu oraz że obowiązuje go zasada bezstronności.

Tym sposobem zwiększamy swoje szanse, że przestępca stuknie tylko prokuratora i sędziego, a nas zostawi przy życiu. Zapis powinien zostać uzupełniony o klauzulę: „Tłumacz ma prawo założyć na tłumaczenie ustne pampersa, żeby nie śmierdziało, jak narobi ze strachu”.

§ 61. Sprawdzenie możliwości porozumienia się z cudzoziemcem
Przed przystąpieniem do wykonywania swoich czynności tłumacz przysięgły ma prawo upewnić się co do możliwości porozumienia się z osobą, której wypowiedzi ma tłumaczyć, zaś w przypadku stwierdzenia zaburzeń wymowy osoby z uszkodzonym słuchem, zwrócić się z prośbą o powołanie tłumacza języka migowego.

Kierzkowskiej najwyraźniej często przydarza się, że osoby, których wypowiedzi ma tłumaczyć, mają zaburzenia wymowy z powodu uszkodzonego słuchu, skoro akurat ta ułomność kojarzy się jej ze wstępną rozmową. Ponieważ jednak inni tłumacze na głuchych trafiają nader rzadko, podejrzewamy, że te „zaburzenia wymowy” to normalna angielszczyzna, a Kierzkowska osłuchana jest ze szkolną.

§ 62. Stanowisko pracy tłumacza ustnego
Tłumacz przysięgły ma prawo zająć miejsce w pobliżu cudzoziemca, którego wypowiedzi ma tłumaczyć, aby zapewnić sobie odpowiednią słyszalność i kontakt wzrokowy z tą osobą.

To już nie jest legisloza, tylko regularna biegunka legislacyjna. Kierzkowska wszystkie oczywistości musi zapisać w formie paragrafu, inaczej będzie nieszczęśliwa. Równie dobrze w tym paragrafie mogłoby zostać zawarte, że tłumacz ma prawo wejść do budynku, w którym będzie się odbywało tłumaczenie. Przecież nikt nie broni tłumaczowi siadać czy stawać w pobliżu cudzoziemca. A jeśli się taki fantasta trafi, to co będzie skuteczniejsze? Machanie tym paragrafem czy „niesłyszenie” cudzoziemca?

§ 63. Dobra słyszalność wypowiedzi uczestników postępowania
Tłumacz przysięgły ma prawo, w razie potrzeby, prosić o zapewnienie mu dobrej słyszalności bez zniekształceń brzmienia wypowiedzi wszystkich uczestników postępowania, a także prosić o ich powtórzenie w razie potrzeby.

Tłumacz ma też prawo oddychać podczas tłumaczenia. A nawet obowiązek, żeby nie padł trupem.

§ 66. Przerwa w tłumaczeniu
Tłumacz przysięgły ma prawo do przerwy na odpoczynek w razie zmęczenia długotrwałym tłumaczeniem ustnym.

A sędzia ma prawo wyśmiać ten paragraf (jeśli tłumacz będzie idiotą i zażąda przerwy, powołując się na ten kodeks), bo do końca tłumaczenia niewiele zostało, bo świadek ma samolot, bo jest poślizg, a wokanda długa. Sędzia może też zarządzić przerwę, jeśli tłumacz poprosi, czując się zmęczonym. W takich sytuacjach wszystko zależy od okoliczności (czy jest czas na przerwę) i nastawienia osób, które decydują, a nie od paragrafów Kierzkowskiej. Poza tym Kierzkowska pisze te paragrafy tak, jakby organy (których te jej paragrafy nie obowiązują) starały się na wszystkie możliwe sposoby utrudniać tłumaczenie, tymczasem zwykle jest z ich strony pełna współpraca.

§ 69. Użycie słownika podczas tłumaczenia ustnego
Tłumacz przysięgły powinien, w razie potrzeby, poinformować zleceniodawcę podczas tłumaczenia ustnego o konieczności skorzystania ze słownika.

Pisemnie za potwierdzeniem odbioru czy wystarczy werbalnie? A jeśli wystarczy werbalnie, czy należy na tę okoliczność sporządzić protokół?

Łącznie cudo ma siedemdziesiąt paragrafów, które można podzielić na pięć grup:
1) powtórzone zapisy obowiązującej ustawy;
2) Kierzkowska lex, czyli nieistniejące wymogi formalne;
3) zapisy „tłumacz ma prawo”, przy czym albo jest to oczywistość, albo tłumacz ma prawo poprosić;
4) zapisy „tłumacz ma obowiązek”, przy czym chodzi o obowiązek posługiwania się młotkiem przy wbijaniu gwoździ;
5) zapisy, które de facto są poradami, sensownymi lub bezsensownymi.

Treściowo nadaje się to na kiepskiego bloga o tłumaczeniu i formalnie ma dokładnie taką samą rangę jak blog dowolnego tłumacza. Hucpa Kierzkowskiej i TEPIS-u polega na tym, że sprzedają te wypociny jako kodeks, a na skandal zakrawa, że ciała powołane ustawą to kupują. Komisja Odpowiedzialności Zawodowej powołuje się na niego w sądzie, a Państwowa Komisja Egzaminacyjna wymaga jego znajomości na egzaminie na przysięgłego. Nie wiadomo, z jakiej racji kandydaci mają posiadać wiedzę o prywatnym dokumencie prywatnej organizacji, która nie ma żadnego ustawowego mandatu do reprezentowania ogółu przysięgłych. Niby dlaczego ktoś, kto chce zostać przysięgłym, ma zapamiętywać, że jakaś tam Kierzkowska każe mu przystawiać pieczątkę po lewej, a podpisywać się po prawej i pisać daty słownie. Co to ma być? Egzamin z tego, co uważa Danuta Kierzkowska i co przyklepała jakaś tam Rada Naczelna, której członkowie najwyraźniej tak się zapatrzyli w Wieczną Prezeskę, że nie są w stanie krytycznym okiem spojrzeć na to, co ich idolka tworzy, i dostrzec, że są to bzdury. Przecież TEPIS to nie jest żadna organizacja zawodowa, tylko sekta. Bo jedynie w sektach przywódcy są niewymienialni i są autorytetem dlatego, że są, a nie dlatego, że mają coś mądrego do powiedzenia.

Typowe dla sekty są też manipulacje. Czytamy, że kodeks konsultował jakiś „Międzyinstytucjonalny Komitet Konsultacyjny”. Międzyinstytucjonalny, czyli utworzony przez instytucje. No to spójrzmy. Przede wszystkim dziwnie są one wymieniane, bo dopiero w drugiej kolejności, poprzedza je czyjeś imię i nazwisko. Czyżby przedstawiciela danej instytucji? A jeśli tak, to dlaczego nie najpierw instytucja z adnotacją „reprezentowana przez”? Może dlatego, że jak weźmiemy pod lupę zapis „dr Artur Kubacki, Uniwersytet Śląski, Instytut Filologii Germańskiej” to się okazuje, że pan Kubacki nie jest ani rektorem, ani inną szychą uprawnioną do reprezentowania tego uniwersytetu, tylko jego szeregowym pracownikiem. Jest za to członkiem TEPIS-u. Czyli TEPIS-owi kodeks konsultował członek TEPIS-u, a jako instytucję konsultującą wpisano miejsce jego pracy. Idźmy dalej. Kodeks konsultowało Bałtyckie Stowarzyszenie Tłumaczy w osobie jego przewodniczącej Małgorzaty Grabarczyk. Czy pani Grabarczyk należy jeszcze do jakichś innych organizacji tłumaczy? Proszę zgadnąć. Tak, tak, odpowiedź prawidłowa: do TEPIS-u. Ale powiedzmy uczciwie, że Wojciech Gilewski ze Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich członkiem TEPIS-u nie jest. Może dlatego STP się do tego kodeksu nie przyznaje, chociaż rzekomo go konsultowało, i nie wymienia go na swojej stronie wśród ważnych dla tłumaczy przysięgłych dokumentów. Sprawdzamy dalej: „prokurator Jacek Zieliński, przewodniczący Komisji Odpowiedzialności Zawodowej Tłumaczy Przysięgłych przy Ministrze Sprawiedliwości”. Nie, „prok. J. Zieliński, Komisja Odpowiedzialności Zawodowej”, tylko „przewodniczący”, więc samo sformułowanie ujawnia, że KOZ jako instytucja (niech będzie, że komisja to instytucja) nie brała udziału w pracach. Chyba że chodzi o to, że instytucją jest prokurator Zieliński; czemu nie, są ludzie, o których mówimy „człowiek instytucja”. Że to właściwy trop, wskazuje okoliczność, iż prok. Zieliński jest również w komitecie redakcyjnym. W podobnej podwójnej roli występują też panowie Cieślik i Ulitko z Ministerstwa Sprawiedliwości. Czyli najpierw kodeks zredagowali, a potem go skonsultowali. Z kolei członkowie Rady Naczelnej TEPIS-u też najpierw kodeks redagowali, a potem go uchwałą przyjęli. Jest to samowystarczalność, przy której fantazję tego, co wymyślił onanizm, należy uznać za ograniczoną.

Á propos pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości, jako podatnik chciałbym się dowiedzieć, w ramach jakich swoich ustawowych obowiązków, za pensję otrzymywaną z podatków obywateli, redagowali oni dokument prywatnej organizacji (jeśli rzeczywiście redagowali i nie jest to kolejna manipulacja Kierzkowskiej i spółki). A jeśli robili to po godzinach, w ramach hobby, to dlaczego ten prywatny dokument firmują autorytetem Ministerstwa?

W zasadzie pozostaje tylko żałować, że Kierzkowska została tłumaczem, a nie przedsiębiorcą pogrzebowym. Jej kodeks nieboszczyka (a ze swoją legislozą z pewnością by go napisała) skonsultowany z Ministerstwem Zdrowia, to byłby dopiero przebój: „Zmarły powinien legitymować się dokumentem stwierdzającym fakt jego nieżycia, czyli aktem zgonu. Zmarły ma prawo leżeć w trumnie wzdłuż dłuższych jej boków. Zmarły ma obowiązek leżeć nieruchomo i w milczeniu, żeby zapewnić ceremonii pogrzebowej aurę ceremonii pogrzebowej”.

33 komentarze:

  1. Zanim się coś naskrobie wypadałoby wpierw ustalić, jakie są fakty. Choćby to, że Kierzkowska nie jest już prezesem Tepis, a więc złośliwość o ćwierczwieczu chybiona, a post napisany bez sprawdzenia czegokolwiek. Pełno też innych tego rodzaju "nieścisłości" w Pana poście ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim naskrobałem, sprawdziłem. W biogramie Kierzkowskiej na stronie TEPIS-u jak byk widnieje informacja: „prezes Towarzystwa TEPIS od 1990 r.”: Informacja, że honorowym jest ukrywa w pasku adresu http://www.tepis.org.pl/index.php/tepis-o-sobie/prezes-honorowy/item/87-danuta-kierzkowska, którego nikt trafiający z wyszukiwarki przecież nie analizuje. Proszę wybaczyć, ale nie mogę zakładać, że Kierzkowska i TEPIS na oficjalnej stronie wprowadzają mnie w błąd co do statusu Kierzkowskiej.
      Podziwiam merytoryczny poziom polemiki: anonimowo ogłaszamy, że post jest pełen „nieścisłości”. Jakich, wprawdzie nie wiadomo, ale skoro jakiś anonim to ogłosił, to na pewno tak jest.

      Usuń
    2. You made my day! :):):)

      Usuń
    3. Mine too :-)))

      Usuń
    4. Oho, na Branżowym Forum Tłumaczy panie Potiuk i Piątkowska obaliły moją krytykę tą samą metodą, co anonim, czyli bez wdawania się w szczegóły informując, że nie mam racji. Muszę powiedzieć, że jestem pod coraz większym wrażeniem potencjału intelektualnego tepisowców i ich akolitów.

      Usuń
    5. Panie Pawle, sugeruję zwrócić uwagę osobie, która czyta na BFT to, o czym tam się pisze o Pana blogu, żeby czytała uważniej. Ja akurat Panu pewną rację przyznałam (co do meritum, nie co do formy wypowiedzi oczywiście).

      Usuń
    6. Pewną. W części, gdzie nie przyznała mi Pani racji, nie zechciała Pani swojego stanowiska uzasadnić.

      Usuń
    7. Nie jest to mój obowiązek. Zarówno co do przyznawania racji stuprocentowo, jak i co do uzasadniania, dlaczego taka nie jest.

      Usuń
    8. Bo Kierzkowska nie zapisała w kodeksie, że tłumacz ma obowiązek uzasadniać swoje stanowisko? No cóż, dla mnie jest to kwestia intelektualnych standardów, których powinno się przestrzegać. Albo się zarzuca komuś brak racji, uzasadniając swoje twierdzenie, albo milczy. Ale czego ja wymagam? To przecież na tym waszym forum udziela się jakiś pan Lisowski czy Liskowacki, który polemizował ze mną metodą: ja mam rację, ale argumentów nie podam, jak mi pan nie wierzy, niech zasięgnie pan opinii biegłego, on panu udowodni.

      Usuń
    9. Panie Pawle, proszę zwrócić uwagę osobie, która na bieżąco donosi Panu, co pisze się na BFT, żeby nauczyła się czytać ze zrozumieniem. Widzę, że sama sugestia, że mogłabym napisać cokolwiek o Pana tekście (zanim napiszę, bo tym razem niczego nie napisałam...), jest drażniąca - ciekawe czemu?

      Usuń
    10. Podziwiam wysiłek podejmowany w celu niepodjęcia dyskusji.

      Usuń
    11. Rafał Lisowski11 lutego 2015 17:15

      Pawle* najdroższy,

      Jest mi niezmiernie miło, że stale masz mnie w czułej pamięci. Czynisz mi zaszczyt, ale proszę Cię w imieniu innych użytkowników tamtego forum: nie utożsamiaj ich wszystkich ze mną, wszak to jest mnóstwo niezależnych ludzi. Nie wiem, w jakich zakątku internetu Ty się akurat obecnie obracasz, ale zgodzisz się na pewno, że tamtejsi użytkownicy słusznie mieliby mi za złe, gdybym tylko ze względu na Ciebie założył, że wszyscy tam się przezywają jak małe kajtki w szkole.

      Ściskam,
      R.

      *Jako starzy, serdeczni znajomi chyba nie powinniśmy nagle zacząć sobie panować; to trochę niepoważne, przyznasz.

      Usuń
    12. Rafale drogi,
      ależ ja wcale nie utożsamiam uczestników tego forum z Tobą, przeciwnie, nie mam najmniejszych wątpliwości co pełnej niezależności i autonomii każdego z nich i nieumiejętności podjęcia dyskusji całkowicie na własny rachunek.

      Usuń
    13. Na BFT jest, niestety, bardzo wiele osob, ktore z zasady sa przeciw, z zasady nie zgadzaja sie i zakrzykuja wszystkich innych. Bo a noz okaze sie, ze druga strona ma racje?

      Usuń
    14. Druga strona nie ma racji, to już chyba zostało ustalone ponad wszelką wątpliwość. Tylko uzasadnienie jest tajne. No, może poza twierdzeniem, że forma niewłaściwa (jak wiadomo, forma też przesądza o braku racji). Żeby esteci z BFT zniżyli się do polemiki, powinienem najpierw oddać Wiecznej Prezes należne honory i posługiwać się odpowiednio drętwym stylem (próbkę autorstwa Piątkowskiej, jak ich zdaniem powinna być formułowana krytyka, cytuję we wpisie pt. „Kajam się” http://pawelpollak.blogspot.com/2012/11/kajam-sie.html).

      Usuń
    15. Agnieszka Michalska-Rajch12 lutego 2015 15:05

      Panie Pawle, nie wiem, na czym opiera się Pańskie przekonanie o masowym poparciu użytkowników BFT dla TEPIS w ogólności oraz dla jego poprzedniej wieloletniej prezes w szczególności. Oczywiście, wśród użytkowników BFT są osoby, które są członkami TEPIS, ba, jest nawet osoba pełniąca funkcję we władzach TEPIS, ale nie oznacza to w żadnym razie, że można założyć jakiekolwiek poparcie BFT dla TEPIS. Wręcz przeciwnie, działania TEPIS oraz brak działań TEPIS są dość mocno na BFT krytykowane. Piszę powyższe tytułem sprostowania, bo od dłuższego już czasu zdaje się Pan pozostawać w błędnym przekonaniu, zapewne wynikającym z tego, że osoby przekazujące Panu informacje o dyskusjach prowadzonych na BFT wprowadzają Pana w błąd. Mam nadzieję, że nieumyślnie.

      Z poważaniem
      Admin BFT

      Usuń
    16. Moje przekonanie o popieraniu TEPIS-u przez BFT wzięło się stąd, że krytyczne posty o działaniach TEPIS-u w ogólności, a Wiecznej Prezes w szczególności, ściągają na mój blog wycieczkę z BFT, która dyskusji na temat wprawdzie podjąć nie potrafi, ale jest tak rozdrażniona krytyką, że stara się ją zdezawuować twierdzeniami wygłaszanymi ex cathedra, pretensjami o formę i zatuszować debatami, co ja sądzę o BFT.

      Usuń
    17. Faktem jest, że "wycieczek", jak sądzę, by nie było, gdyby nie odnosił się Pan do tego, co na BFT znajduje się na temat Pana wpisu na blogu. A to Pan pierwszy podniósł przecież: "Oho, na Branżowym Forum Tłumaczy panie Potiuk i Piątkowska obaliły moją krytykę tą samą metodą, co anonim..." Przyznam, że mnie to, co Pan pisze na swoim blogu o byłej prezes DK, interesuje umiarkowanie, natomiast dość mnie interesuje, co pisze Pan wywołując moje nazwisko, stąd przyszłam ze sprostowaniem ja, a i zapewne taka była intencja kol. Piątkowskiej, jak przypuszczam. Sądzę, że pani była prezes ma wystarczająco wielu akolitów i naprawdę żadne "wycieczki" z BFT do Pana przestrzeni internetowej nie są ani wyrazem poparcia dla niej ani przez nią inspirowane.

      Usuń
    18. Agnieszka Michalska-Rajch12 lutego 2015 16:37

      Przepraszam, ale nie zauważyłam tutaj żadnej wycieczki z BFT, nie przed tym, zanim wspomniał Pan o komentarzach do Pana bloga, które pojawiły się na BFT, a które siłą rzeczy zna Pan wyłącznie z drugiej ręki. Także później, już po Pana komentarzu, przyszły tu wyłącznie osoby wywołane po nazwisku bądź jego parafrazie oraz niżej podpisana, działająca "funkcyjnie". Nie sądzę, żeby można to było nazwać "wycieczką z BFT", a mimo szczerych chęci i zawodowej poniekąd skłonności do dociekliwości nie mogę w żadnej wypowiedzi "wycieczkowiczów" dopatrzeć się poparcia dla TEPIS.

      Co do meritum, przykro mi, ale z uwagi na natłok pracy w tej chwili (to nie wykręt, naprawdę mam klęskę urodzaju), nie mogę odnieść się szczegółowo do Pana wpisu (z którym na marginesie w większości się zgadzam), ale wydaje mi się, że kiedyś już gdzieś (pl-p-t? Usenet? jakaś inna grupa dla tłumaczy? tutaj?) czytałam podobne Pana uwagi do tego kodeksu. Proszę mi przypomnieć, gdzie to mogłam czytać, albo powiedzieć, że mam po prostu deja vu.

      Usuń
    19. No i przekroczyliśmy dwadzieścia komentarzy z aktywnym udziałem członków BFT, z których żaden nie splamił się jednym pełnym zdaniem odnoszącym się do tematyki postu.

      Powiedziałbym raczej, że wycieczek by nie było, gdybym nie miał się do czego odnosić na BFT. Zjawiają się tylko osoby przeze wymienione? Ale ja wymieniam tylko te, które komentują mój wpis. Nie mają państwo odwagi podjąć dyskusji z otwartą przyłbicą, chowają się na zamkniętym forum i komentują głównie ad personam w bezpiecznym kręgu TWA, a potem zszokowani, że te komentarze do mnie dotarły, zjawiają się hurmem „ze sprostowaniami”.
      Marta Potiuk: Skoro Panią tak umiarkowanie interesuje, co piszę o Wiecznej Prezes, to jak to się stało, że za każdym razem musiała to Pani skomentować?
      A. Michalska-Rajch: Nie przestanę podziwiać ludzi mających czas, żeby zamieszczać wyjaśnienia, że nie mają czasu na merytoryczną dyskusję.
      Na Usenecie komentowałem pierwszą wersję tego cuda, kodeks tłumacza sądowego (chociaż nie tak punkt po punkcie). To pod wpływem mojej krytyki Kierzkowska postanowiła sobie zabezpieczyć tyły, że wcale nie ona ogłasza lewe kodeksy, tylko niby wspiera ją Ministerstwo, Komitet Międzyinstytucjonalny i Rada Naczelna. Nawiasem mówiąc, ten członek władz TEPIS-u aktywny na BFT to jeden z członków tejże Rady Naczelnej, która ów pseudokodeks uchwaliła. Oczywiście nikt na BFT nie zadał tej pani pytania, jak to się stało, że się pod takim bzdetem podpisała. Czy zrobiła to w ciemno, bez czytania, czy przeczytała, ale w TEPIS-sie po prostu uchwala się to, co sobie Kierzkowska życzy, czy też przeczytała, ale nie była w stanie dostrzec, że czyta bzdety. A może głosowała przeciw? Czy też kodeks został przyjęty przez aklamację? A może Prezes Wszechwładna po prostu poinformowała Radę, że ta kodeks przyjmuje? To są wszystko szalenie ciekawe pytania, które rodzą się po lekturze mojego tekstu. Oczywiście nie u tych, których krytyka TEPIS-u razi. Wtedy nie wnika się, jak to z tym kodeksem było (mimo zawodowej skłonności do dociekliwości), chociaż ma się możliwości, żeby wnikać, tylko zajmuje się udowadnianiem, że się wcale TEPIS-u nie popiera.

      Usuń
    20. Agnieszka Michalska-Rajch13 lutego 2015 11:32

      Po raz kolejny - wyjaśniająco: Branżowe Forum Tłumaczy, jak sama nazwa wskazuje, jest forum zawodowym, w związku z tym wymieniamy się na nim co dzień wieloma linkami do potencjalnie interesujących nas zawodowo lub prywatnie artykułów i niekiedy komentujemy je w swoim gronie, co jest istotą funkcjonowania forów internetowych. Czasami zdarza się zatem, że komentujemy także dotyczące tłumaczeń wpisy na Pańskim blogu (jeśli akurat nas zainteresują), który jest przecież blogiem ogólnie dostępnym i jawnym. Nie widzę w tym nic niewłaściwego ani nadzwyczajnego. Ot, normalna praktyka for internetowych.

      Usuń
    21. Po raz kolejny: dlaczego za wszelką cenę (i na co najwyraźniej ma Pani czas) sprowadzają państwo dyskusję do zasad działania BFT, kwestii, czy BFT popiera TEPIS czy nie, do prostowania moich wyobrażeń o BFT, a jak ognia unikają państwo dyskusji o meritum wpisu, ignorując zadawane w tej kwestii pytania?
      Owszem, komentowanie to normalna praktyka for internetowych. Tyle że na forum tłumaczy można by oczekiwać komentarzy na wyższym poziomie merytorycznym niż normalna praktyka for internetowych.

      Usuń
    22. Agnieszka Michalska-Rajch13 lutego 2015 12:36

      No cóż, mogę odpowiedzieć za siebie: otóż po prostu dlatego, że nie przyszłam tutaj prywatnie (jako tłumacz przysięgły Agnieszka Michalska-Rajch) porozmawiać merytorycznie o Pana wpisie, tylko jako administrator BFT sprostować nieścisłości, które Pan o BFT napisał (rzekome poparcie BFT dla TEPIS).

      Co do mojego czasu natomiast, to jako administrator forum mam funkcyjny obowiązek załatwiania takich spraw i poświęcania na nie swojego czasu.

      Sądzę, że to zamyka dyskusję.

      Usuń
    23. Panie Pawle, pani Agnieszko, błagam i zaklinam na wszystkie świętości: FORÓW, nie "for" (jako że mianownik liczby pojedynczej to łacińskie "forum", nie włoskie "foro"). Noblesse oblige, zawód wykonywany też oblige, nie zniżajmy się do poziomu intelektualnego przeciętnego użytkownika Internetu, dla którego odmiana rzeczowników to tajemna wiedza nie do opanowania.

      Usuń
    24. Co racja, to racja. Chyba muszę sięgnąć po dobrą książkę (wydaną bez współfinansowania), zamiast prowadzić paradyskusję z członkami BFT i studiować dokumenty TEPIS-u.

      Usuń
    25. Agnieszka Michalska-Rajch13 lutego 2015 14:50

      Dziękuję za zwrócenie uwagi i obiecuję poprawę :)

      Usuń
  2. Mam wrażenie, że pani K. chciała zostać prawniczką, ale nie dostała się na stosowny kierunek studiów, więc wyżywa się w amatorskiej pseudolegislacji. Prawodawca ze współfinansowaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dobrze, bo jakby mogła tworzyć rzeczywiście obowiązujące prawo, to dopiero byłoby nieszczęście.
      Popatrzyłem sobie, kto został następcą Kierzkowskiej w TEPIS-ie, i trzeba powiedzieć, że nastąpiła prawdziwa rewolucja. Rewolucja koreańska. Prezesem została Zofia Rybińska, członek założyciel TEPIS-u, wiceprezes przez trzy kadencje (9 lat) i członek Rady Naczelnej, która uchwaliła ten pseudokodeks. Czyli Kim Ir Sena zastąpił Kim Dzong Il. Nawiasem mówiąc, chętnie dowiedziałbym się, czy pani Rybińska– ale dotyczy to też pozostałych członków Rady w liczbie jedenastu – przyklepała ten kodeks dlatego, że to, co ogłaszała Wieczna Prezes było święte, czy dlatego, że nie potrafiła dostrzec zawartych w nim bzdur. Czy też z jakiejś innej motywacji? Bo pierwsza dyskwalifikuje ją i resztę jako samodzielnie myślącego członka dowolnej organizacji, a druga świadczy o poziomie intelektualnym niepozwalającym na wykonywanie zawodu, w którym intelektu się używa.

      Usuń
    2. Dlatego właśnie od dziesięcioleci szerokim łukiem omijam wszelkie organizacje - zawodowe, polityczne i każdego innego rodzaju. Prędzej czy później pojawia się w nich jeden z dwóch rodzajów patologii: albo zmieniają się w kółeczka wzajemnej adoracji (wygląda na to, że tą drogą poszedł TEPIS), albo wyrastają w nich frakcyjki, koteryjki i kieszonkowe mafie, których racją bytu jest energiczne zwalczanie frakcyjek i koteryjek konkurencyjnych. Przy czym przynajmniej w niektórych przypadkach trudno się oprzeć wrażeniu, że ta walka klas jest dla nich celem samym w sobie, bo trudno się dopatrzyć jakichkolwiek wymiernych korzyści z niej płynących. Ale to temat na zupełnie inną dyskusję.

      Usuń
    3. TEPIS nie doszedł do patologii, TEPIS to od samego początku była patologia, mająca na celu zaspokajanie ambicji Wiecznej Prezes i dająca jej możliwość podróżowania na różne kongresy (w biuletynie TEPIS-u zamieszczano na okrągło zdjęcia, jak to pani prezes jeździ sobie po świecie, a naiwny członek TEPIS mógł sobie za słoną składkę na te zdjęcia popatrzeć, ale jak miał sprawę do TEPIS-u, to się dowiadywał, że „oni nic nie mogą”). No i zapewniająca reklamę i zbyt tego rodzaju tworom Kierzkowskiej, co ten kodeks, bo przecież w wersji papierowej on jest za kasę, a w czasach przed internetem był tylko za kasę. Z początku nawet się z tym nie kryli, bo wydawnictwo, które publikowało wypociny Kierzkowskiej nazywało się TEPIS, ale potem się zrobili subtelniejsi i przemianowali na Translegis. Do tego, że właściciel Translegisu nazywał się Kierzkowski, już nie każdy dotarł.

      Usuń
    4. Jednym słowem, wszystko zostaje w rodzinie, czyli polska norma. Na marginesie, czytając komentarze przypomniałam sobie, że kilka (chyba 8) lat temu spędziłam dzień na szkoleniu prowadzonym przez bardzo zadowoloną z siebie panią, która przedstawiła się właśnie jako członek TEPIS-u. Madame prelegentka na wejściu oznajmiła, że nazwy instytucji pojawiające się w tekście oryginalnym należy w tłumaczeniu zastępować nazwami instytucji kraju języka docelowego, co znaczy, że polski Urząd Skarbowy w tłumaczeniu będzie się nazywał Internal Revenue Service. Z trudem powstrzymałam się od pytania, czy w związku z tym jeżeli w tekście polskim pojawi się nazwisko "Donald Tusk", w tłumaczeniu trzeba pisać "Gordon Brown" i co z tłumaczeniami przeznaczonymi dla Stanów Zjednoczonych, gdzie instytucja premiera zwyczajnie nie istnieje. Dalej było tylko lepiej (w pewnej chwili zaczęłam się zastanawiać, czy moi wykładowcy rachunkowości i analizy finansowej na studiach zmówili się, żeby ze mnie i dwóch setek moich kolegów z roku zrobić idiotów, czy te dwie gałęzie wiedzy przeszły tak dramatyczną rewolucję, od kiedy się ich uczyłam), a kiedy zachwycona sobą wykładowczyni stwierdziła, że treasury shares i treasury bonds to to samo, nie zdzierżyłam i wyszłam. Najwyraźniej przystawianie pieczątek we właściwym rogu karteluszka jest w tej organizacji ważniejsze niż kwalifikacje zawodowe jej członków. Co więcej, rzeczeni członkowie (a przynajmniej jedna, opisana przeze mnie, członkini) swoje luki w wykształceniu sprzedają innym jako rzetelną wiedzę, bo przecież nie wszyscy uczestnicy tamtego i podobnych szkoleń mają wykształcenie ekonomiczne pozwalające stwierdzić, że machająca im przed oczami legitymacją członkowską panienka zwyczajnie bredzi. To pisałam ja, Kamila Perczak, tłumacz języka angielskiego i francuskiego (tym razem podpisuję się nazwiskiem, żeby nie dawać powodu do zarzutów, że anonimowo pomawiam).

      Usuń
  3. Polowanie na czarownice rozpoczęte. Panie Potiuk i Piątkowska zabrały się za szukanie mojego informatora na BFT, a Piątkowska pogroziła mu sądem. Dobrze, że nie rozstrzelaniem, biorąc pod uwagę, jakie przerażenie budzi w niej fakt, że mogę się dowiedzieć, jak komentuje moje teksty, i się do tego odnieść.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze anonimowe są niemile widziane i zastrzegam sobie prawo do ich kasowania bez dalszych wyjaśnień.