poniedziałek, 12 grudnia 2016

Ach, ta biedna Szwecja

Luiza Dobrzyńska, pani, która z całym przekonaniem utrzymywała, że jest pisarką, a fakt, że za wydanie swoich książek musiała „wydawcy” płacić, w żaden sposób nie kłócił się jej z tym twierdzeniem, wypowiedziała się o Szwecji. Jeśli bredzenie od rzeczy można nazwać wypowiedzią. Polemiki z Dobrzyńską są pozbawione sensu, gdyż Dobrzyńska ogranicza się do dwóch kontrargumentów, które bezapelacyjnie wykazują, że racja jest po jej stronie, a mianowicie, że oponent pluje jadem i miesza ją z błotem. Jad i błoto to mikstura dowodząca moralnej wyższości Dobrzyńskiej i nędzy merytorycznych argumentów przeciwnika. Albo Dobrzyńska w ogóle nie podejmuje dyskusji. Ma na swoim blogu kilku komentatorów, którzy regularnie punktują jej teksty, ale zbywa ich milczeniem. Pytanie, po co wtedy w ogóle bloga prowadzi, nie jest przecież politykiem, który ma świadomość, że plecie bzdury, bo wie, że na te bzdury złapie wyborców. Na marginesie powiem, że szczerze jej tych oponentów zazdroszczę, bo u mnie z taką regularnością pojawiają się tylko psychiczni, którzy nie są w stanie ścierpieć tego, co piszę, ale cała ich „argumentacja” to próby obrażania mnie, gdyż intelektu na więcej nie starcza. Po długim namyśle postanowiłem jednak tekst Dobrzyńskiej skomentować, a dlaczego, wyjaśnię poniżej.

Od dziesięcioleci w tym państwie skutecznie niszczono wszystko, co stanowi spoiwo społeczne. Tak powstała rodzina, w której mąż i żona nie ufają sobie, rodzice nie mają żadnego autorytetu, a dzieci nie znają dziadków.

Z tego by wynikało, że Szwedzi są mocno nieudolni, bo niszcząc spoiwo społeczne, ukształtowali zgodne i współpracujące ze sobą społeczeństwo, jakich mało na tej planecie. Przemiana rodziny wielopokoleniowej w nuklearną zachodzi we wszystkich nowoczesnych społeczeństwach i nie jest typowo szwedzka. Co do autorytetu rodziców, to rozumiem, że Dobrzyńska tęskni za takim modelem, w którym ojciec dawał synowi w papę za to, że ten nie wstał, kiedy Głowa Rodziny weszła do izby, a potomek przyjmował to za słuszne i oczywiste. I człowiekowi, który mentalnie nie opuścił jeszcze średniowiecza, chyba nie da się wytłumaczyć, że to normalne i pożądane, że dzieci mają prawo do własnego zdania, a rodzice na swój autorytet muszą zapracować, a nie dostają go z racji bycia rodzicami.

Potomstwo dwojga obcych sobie ludzi jest wychowywane przez państwo, emeryci zamykają się w mieszkaniach lub domach pomocy, znikając z życia publicznego. Starość i kalectwo są tam eliminowane z życia publicznego, bo po co psuć ludziom humor przykrym widokiem?

To, że potomstwo mają ze sobą obcy ludzie, jest akurat wskazane, bo przy spokrewnionych jest duże ryzyko, że z inteligencją dziecka nie wszystko będzie w porządku (oczywiście brak inteligencji może mieć też inne przyczyny, żeby nie było, że sugeruję, że rodzice Dobrzyńskiej byli ze sobą spokrewnieni). Co do wychowywania przez państwo, fakty są takie, że w Szwecji od dawna nie ma domów dziecka, są wyłącznie rodziny zastępcze, czyli stosuje się rozwiązanie, które, jako lepsze dla sierot, my usiłujemy wprowadzić, tylko ciągle nam nie wychodzi. A przechodząc od dzieci do kalectwa, powiem tyle, że niejednokrotnie tłumaczyłem przy adopcji chorego lub niepełnosprawnego polskiego dziecka, które brała do siebie szwedzka para, bo żadne katolickie polskie porządne małżeństwo nie chciało „psuć sobie humoru przykrym widokiem”.

Cokolwiek by nie mówić o religii, stanowiła ona fundament najsilniejszych cywilizacji i łącznik między ludźmi, różniącymi się czasem we wszystkim innym.

Dobrzyńska ma poważne luki w wiedzy historycznej, bo dla przykładu taki Rzym, dopóki tolerował wszystkie religie i pozwalał podbijanym ludom wierzyć, w co chcą, był potęgą, a kiedy wprowadził religię państwową, to go barbarzyńcy zaorali. Ale nawet jeśli uznać twierdzenie Dobrzyńskiej za prawdziwe, jest to taka sama prawda, jak twierdzenie, że silna armia powinna mieć rosłe konie, wytrzymałe zbroje, ostre miecze i dalekosiężne łuki, bo taka zwyciężyła pod Grunwaldem.

Bez rodziny, bez religii, bez wiary w cokolwiek człowiek nie może być niczym innym jak kukłą sterowaną przez każdego, kto się nawinie.

I dlatego w Polsce politycy walczą o głosy elektoratu, przedstawiając programy i argumenty, telewizja publiczna obiektywnie prezentuje różne poglądy, a w Szwecji wybory wygrał niejaki Kaczysson, twierdząc, że kraj jest w ruinie (przy czym Kaczysson cudotwórca podźwignął go z ruiny następnego dnia po nieobjęciu przez siebie rządów), i prezesem telewizji publicznej jest polityk Kursksson, który utrzymywał, że szwedzki ciemny lud wszystko kupi, więc karmi go teraz prymitywną propagandą.

Pozbawiony tożsamości religijnej, rodzinnej i państwowej człowiek nie widzi powodu do walki o cokolwiek poza własnym spokojem i dobrobytem. No bo dla kogo ma ryzykować cierpienie, ruinę materialną i śmierć?

Człowiek pozbawiony tożsamości religijnej jest jak ryba bez roweru, ale ta prawda nie jest w stanie przebić się do większości zakutych katolickich łbów. Rodziny w Szwecji nadal istnieją, choć może nie odpowiadają modelowi, który polski katolik uznaje za idealny, że żona trwa przy bijącym ją mężu, maskując sińce makijażem albo opowiadając, że lubi spadać ze schodów. I z tego, co wiem (ale ja pewnie o Szwecji mało wiem), Szwedzi nadal czują się Szwedami i uznają Szwecję za swoje państwo. Nie wiem natomiast, dlaczego Dobrzyńska za pożądaną i wskazaną uznaje sytuację, w której człowiek „ma ryzykować cierpienie, ruinę materialną i śmierć”. I chciałbym się dowiedzieć, dla kogo niepozbawiona tożsamości religijnej, rodzinnej i państwowej Dobrzyńska ryzykowała cierpienie, ruinę materialną i śmierć. Bo z wpisów dotyczących jej spraw prywatnych odniosłem raczej wrażenie, że głównie walczy o własny spokój i dobrobyt. Dobrzyńska ze swoją zerową znajomością natury ludzkiej nie dostrzega, że człowiekowi rzadko kiedy spokój i dobrobyt wystarcza, osiągnąwszy go, chce zrobić coś więcej i dlatego Szwedzi tak chętnie pomagają tym, którzy mają gorzej, między innymi ludziom uciekającym przed wojną.

Symptomatyczne jest, że postępowanie zgodne z normami religii chrześcijańskiej (głodnych nakarmić, spragnionych napoić, podróżnych w dom przyjąć) wywołuje taką niepohamowaną wściekłość zdeklarowanej katoliczki. Dla Dobrzyńskiej i innych polskich katolików chrześcijaństwo to jest wiara, że żydowski cieśla zbawił świat, bo został ukrzyżowany, msza w większe święta religijne, choinka na Boże Narodzenie z dodatkowym talerzem, ale już wara od tego talerza obcym, bo to „muzułmańskie męty społeczne”. A jak ktoś nie wierzy w bajeczki o staruszku z brodą na chmurce, to gorszy gatunek człowieka, bo nie ma tożsamości religijnej, choćby w swoim życiu realizował wartości chrześcijańskie, o których katolicy pokroju Dobrzyńskiej ciągle krzyczą, ale od których w codziennym życiu są jak najdalsi.

Chcąc pokazać światu, jacy są dobrzy i cywilizowani, Szwedzi doprowadzili do ruiny własnego kraju. (…) mamy do czynienia z ostatnimi dniami Szwecji, a na jej gruzach nie powstanie żadne nowe państwo.

Jest jakiś poziom oderwania od rzeczywistości, którego osiągnięcie powoduje, że z nieszczęśnikiem nie ma sensu wdawać się w dyskusję. Pytanie, dlaczego to robię. Bo Dobrzyńska nie jest kuriozum, z którego można się pośmiać, nie jest odosobnionym przypadkiem, tylko w ten sposób myśli, rozumuje i debatuje spora część Polaków. A do tego ci ludzie mają prawo głosu w wyborach, w efekcie czego rządzi nami zacofana klika, która nie rozumie mechanizmów współczesnego świata i której wydaje się, że można zadekretować powrót do XIX wieku, a wtedy nastąpi powszechna szczęśliwość. Dobrzyńska wypowiada się o Szwecji, o której nie ma żadnej wiedzy, swoje informacje najwyraźniej czerpie z tego samego źródła, co Kaczyński, kiedy wygłupił się wypowiedzią o enklawach szariatu. Stawia diagnozy, nie potrafiąc rozróżnić, co jest działaniem ideologicznym, a co wynika z rozwoju techniki, nowych warunków społecznych i zmieniającej się ludzkiej świadomości. Tkwi w swoim ksenofobicznym, zabobonnym zaścianku, pała nienawiścią do ludzi, którzy nie podzielają jej wiary, i jest przekonana, że świat da się zatrzymać.

22 komentarze:

  1. "chrześcijaństwo to jest wiara, że żydowski cieśla zbawił świat, bo został ukrzyżowany"
    To ja tylko zwrócę uwagę, że cieślą był Józef, a nie Jezus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiem twierdzić, że Jezus też musiał coś w życiu robić, zanim się zajął głoszeniem swoich poglądów. Zgodnie z ówczesnymi obyczajami bardzo prawdopodobne jest, że wykonywał ten sam zawód co jego ojciec. Przy założeniu, rzecz jasna, że obaj istnieli.

      Usuń
    2. Ewangelia według św. Marka 5,43-6,3
      "Czy nie jest to cieśla, syn, syn Maryi..."

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Przy czym np. Roman Brandstaetter, znawca Biblii, twierdzi, że Jezus był ogrodnikiem, a nie cieślą. Choć, przyznaję, przytoczonego wersetu nie znałem.

      Usuń
    4. A w „Jezusie Barabaszu” Söderberga jest tak, że Jezus wyuczył się najpierw zawodu murarza, a potem terminował w... pracowni krawieckiej. Ale nauczyciele nie byli z niego zadowoleni, więc po pewnym czasie wrócił do zawodu murarza. :)

      Usuń
    5. bardzo prawdopodobne jest, że wykonywał ten sam zawód co jego ojciec. Przy założeniu, rzecz jasna, że obaj istnieli.
      Kwestia, kto tym ojcem był, bo tu, że tak powiem, biologia i teologia się rozmijają. A w tym drugim przypadku wątpliwości co do istnienia ojca Jezusa są w pełni uzasadnione :-)

      Usuń
  2. No,masakra, cóż począć.Taka to katolicka kultura,ze trzeba pogardzać inaczej myślącymi.
    Nie da się ukryć,ze wolałabym walczyć o swój dobrobyt niż umierać za panią D.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  3. Czuję się trochę skonfundowana. Sama byłam dzieckiem "nieznającym dziadków", w jak najbardziej Polskiej Polsce (cała czwórka moich dziadków zmarła przed lub krótko po moich narodzinach). Dzieci wychowywane przez obcych sobie ludzi (tj. takich, co znali się całe dwa tygodnie zanim się trafiła ciąża) też znam. Może ktoś mnie okłamał, i Polska to tak naprawdę Szwecja, a Szwecja to Polska?

    OdpowiedzUsuń
  4. To jak to jest z tymi enklawami szariatu? Nie ma stref "no-go" w Sztokholmie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Enklawa szariatu a strefa "no-go" to chyba jednak dwie różne rzeczy.

      Usuń
    2. A w tych strefach "no-go", które - jak czytam w Internecie - wymknęły się policji spod kontroli, to mieszkańcy szariatu nie stosują?

      Usuń
    3. Może i stosują, z czego nie wynika, że państwo szwedzkie abdykowało i oficjalnie zgodziło się tam na szariat, a taki był sens wypowiedzi Kaczyńskiego. Całe to gadanie o tych 55 strefach wzięło się właśnie z policyjnego opracowania z października 2014 r. (a więc opisującego zjawiska, które z falą uchodźców syryjskich nie miały nic wspólnego), że jest 55 siedlisk przestępczości zorganizowanej (handel narkotykami, głównie marihuaną, włamania i kradzieże oraz wymuszenia haraczy, do tego porachunki między gangami), a policja ma trudności w działaniu, gdyż patrole są atakowane, ludzie nie zgłaszają przestępstw albo boją się zeznawać. I o tym raporcie pisał w „Svenska Dagbladet” Per Gudmundson, a nie dokonał własnego odkrycia i zarzucił policji bezczynność, jak można wywnioskować z wpisu w polskiej Wikipedii pod hasłem „Strefa no-go”. A raport powstał właśnie dlatego, żeby znaleźć środki zaradcze.

      Usuń
    4. No i slowo "oficjalnie" jest tutaj kluczowe. Jasne, ze panstwo szwedzkie nie abdykowalo i nie oddalo w rece muzulmanow tych enklaw. Jednoczesnie zamyka sie tam posterunki policji, dzialy urzedow (np migracyjnego, kasy chorych) sa przenoszone gdzie indziej, bo panstwo nie jest w stanie zapewnic pracownikom bezpieczenstwa. Zreszta zbyt bezpiecznie w centrum tez nie jest, w takim Malmö np regularnie strzelaja sobie, z ofiarami smiertelnymi.

      Co do owych srodkow zaradczych, to podpowiem - jeszcze ich nie znaleziono.

      /Ma

      Usuń
    5. No i slowo "oficjalnie" jest tutaj kluczowe. Jasne, ze panstwo szwedzkie nie abdykowalo i nie oddalo w rece muzulmanow tych enklaw.
      Dla Kaczyńskiego albo nie jest jasne, albo wie, że nie jest to jasne dla jego wyborców typu Dobrzyńska.

      Jednoczesnie zamyka sie tam posterunki policji, dzialy urzedow (np migracyjnego, kasy chorych) sa przenoszone gdzie indziej, bo panstwo nie jest w stanie zapewnic pracownikom bezpieczenstwa.
      Konkrety proszę. Ile było takich przypadków, gdzie, jakie są dowody, że przeprowadzka była spowodowana względami bezpieczeństwa a nie innymi (np. budowa nowej siedziby)?

      Co do owych srodkow zaradczych, to podpowiem - jeszcze ich nie znaleziono.
      A Pani jakie proponuje?

      Usuń
    6. Prosze bardzo, swieza sprawa http://www.expressen.se/kvallsposten/alhem-i-sverige-galler-svenska-regler/
      Dla nieznajacych szwedzkiego, pokrotce: do socjalu po zasilek przyszedl 21-letni Syryjczyk z 14-letnia zona w ciazy. Dowiedzial sie, ze w Szwecji nie dopuszcza sie malzenstw z nieletnimi wiec rozdzielono go z dziewczyna/zona. Awantura, on zadzwonil po krewnych, ktorzy przyjechali i zrobila sie zadyma, grozby itd. Dopiero przyjazd policji pomogl. W rezultacie przenosza oddzial socjalu gdzie indziej, na razie nie mowiac nawet dokad.

      Inny przyklad, z zeszlego roku.
      http://www.svt.se/nyheter/lokalt/stockholm/tumbaattentat-de-gripna.
      http://www.dn.se/sthlm/forsakringskassan-lamnar-botkyrka/
      Ostatni link prowadzi do niepelnego artykulu, jesli sie nie prenumeruje gazety, ale przy googlowaniu sa cytaty o grozbach i zadymach, ktore doprowadzily do wyprowadzenia sie Kasy Chorych, Urzedu Skarbowego i jeszcze jednego urzedu z dzielnicy.

      W Rinkeby nie ma juz wcale posterunku policji - maja powrocic w 2018 r... Aha, dla informacji, Rinkeby to nie osiedle, tylko dzielnica z "poddzielnicami", jak male miasteczko, w 2014 mieszkalo tam 16 000 ludzi.

      Ogolnie - nie wiem, czy sa w ogole statstyki nt ile i gdzie urzedy/posterunki policji wyniosly sie z takich dzielnic. I czy oficjalnie w kazdym wypadku by napisano, ze chodzi o zagrozenie wobec pracownikow. Prasa pisze o kazdym przypadku z osobna... Czy jest ich 20 czy 15 czy 10 - tego nie wiem.

      I jeszcze o srodkach zaradczych - chyba niejasno sie wyrazilam. W raporcie oczywiscie sie je wymienia, tyle ze w praktyce nic z tego nie wynika.

      /Ma

      Usuń
  5. Bardzo w takim razie prosilabym o wyjasnienie roznicy miedzy strefa szariatu a no-go ;) Dla chetnych wrazen, zapraszam do Rinkeby/Husby w Sztokholmie, Rosengård w Malmö, Gottsundy w Uppsali - mozna sie organoleptycznie przekonac o co chodzi. Inni juz sie przekonali, np Ami Horowitz czy ekipa "60 minutes" (mozna na internecie znalezc filmiki z ich spotkan 3 stopnia).

    Panie Pollak, zna Pan szwedzki, proponuje czytac prase szwedzka, nie tylko glownonurtowa, choc i tam coraz wiecej pisze sie o jezdzie w dol panstwa opiekunczego. Sa tez portale alternatywne, czesto bazujace na informacji ze zrodel glownonurtowych ale i raportow policyjnych, urzedowych itp (gdyby ktos chcial zarzucic, ze zmyslaja). A przecietni Szwedzi wypowiadaja sie np na Flashback. Ciekawie o Szwecji pisze tez Maciej Zaremba, nawet po polsku cos wydal?

    Szwecja nadal jest bogatsza od Polski (wiecej nazbierali i wiecej maja do wydania), ale szybko to sie zmienia. Najbardziej widac po sluzbie zdrowia, szkole, opiece nad starszymi ludzmi.

    Pozdrawiam, Ma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większą część moich szwedzkich wakacji spędziłem na Rosengård i czułem się tam dużo bezpieczniej niż na niejednym polskim osiedlu (nie, nijak nie przypominam "typowego" islamskiego imigranta). Ale może to przez to, że ledwie wyjazd wakacyjny no i było to dwa lata temu?

      Usuń
    2. No coz, ciesze sie ,ze miales fajne wakacje.
      /Ma

      Usuń
    3. Bardzo w takim razie prosilabym o wyjasnienie roznicy miedzy strefa szariatu a no-go ;)
      Enklawa szariatu na terenie Szwecji to byłby teren wyłączony spod jurysdykcji szwedzkiej za zgodą szwedzkiego parlamentu. Strefa „no go” to dzielnica, w której jest niebezpiecznie i w której policja ma kłopoty z utrzymaniem porządku.

      Usuń
  6. Co najśmieszniejsze, pani Luiza ma spore szanse zostać wielką polską pisarką. Dziś wystarczy być tubą propagandową władzy, by wygrywać konkursy, zdobywać nagrody i dostawać dotacje. Smutne to, ale miejmy nadzieję, że te "gwiazdy" wkrótce wrócą tam, gdzie ich miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://www.facebook.com/luiza.dobrzynska/posts/1440206286008955?pnref=story
      A nie mówiłam? :D

      Usuń
    2. Autorka powinna zaliczyć rok 2016 do udanych, skoro taki miły hejcik leci. I to jeszcze gdzie? Na blogu osoby, która od kilku lat wystukuje jej nazwisko na klawiaturze.
      Plująca ze śmiechu w klawiaturę Mysza

      PS Moniko, może warto samemu wziąć się do pracy, a nie tracić energię na śledzenie dokonań innych autorów i spalenie się od nadmiaru frustracji?
      Jakie to strasznie polskie, tak zawiść.
      Nie, ludzie nie osiągają efektów dzięki wytrwałej pracy. Muszą mieć znajomości i przekupione wszelkie komisje. Żałosne.

      Usuń

Komentarze anonimowe są niemile widziane i zastrzegam sobie prawo do ich kasowania bez dalszych wyjaśnień.