poniedziałek, 2 grudnia 2013

Mimozy

W 1983 roku 41-letni wówczas Günter Wallraff postanawia sprawdzić, jak w Niemczech żyje się tureckim gastarbeiterom. Nie tylko charakteryzuje się na Turka, ale wręcz się w niego przeistacza, przenosi się do gorszego mieszkania, posługuje się łamaną niemczyzną. Żyje jako Turek, pracuje jako Turek, a swoje doświadczenia zbiera w książce pod bardzo wymownym tytułem „Na samym dnie” (Ganz unten) (po polsku w przekładzie Ryszarda Turczyna).

Trzydzieści lat później dziennikarki Ludmiła Anannikova i Anna Malinowska postanawiają sprawdzić, również wykorzystując technikę reportażu wcieleniowego, jak pracuje się w Polsce za groszowe stawki, co opisują w „Gazecie Wyborczej”.

Wallraff łapie się każdej pracy, którą wykonują Turcy. Kiedy dowiaduje się, że zarabiają na życie, testując na sobie leki, nie waha się tego zrobić. Polskie dziennikarki są ostrożniejsze. Anannikova natrafia na ofertę sprzątania szpitala. Nie decyduje się na nią, bo znajomi ją ostrzegają: „Jakąś zarazę przyniesiesz”.

Anna Malinowska dostaje pracę jako sprzątaczka w Praktikerze. Z pewnym zdziwieniem opisuje czytelnikom, że tam, gdzie zatrudnia się ludzi do sprzątania, występują śmieci: „Pełno tu kawałków folii, papierów, drewna, niedopałków”. Co gorsza, i to dla dziennikarki jest już szok: „Śmieci należy zebrać do wora i wrzucić do kontenera, na który najpierw trzeba się wspiąć”. Jak tu nie współczuć kobiecie w sile wieku, która musi się wspinać na kontener? Na tym jednak nie koniec, bo prawdziwy syf jest dopiero w pomieszczeniach biurowych: „(…) za drzwiami znajduję składane krzesła – tak oblepione brudem, że brzydzę się ich dotknąć”.

Czym przy brudnych krzesłach jest wycieranie kałuż moczu w zatkanych toaletach, któremu to zadaniu musi podołać Wallraff jako Turek Ali w ramach czystej szykany, bo dopóki hydraulicy nie przetkają rur, nieczystości nadal będą się wylewać na podłogę?

Wallraff zatrudnia się na pół roku (a to tylko jedno z jego zajęć) w hucie Thyssena. Wykonuje tam morderczą fizyczną pracę, na zmianach trwających nawet dwanaście godzin, w warunkach zagrażających zdrowiu i życiu: jako Turek nie dostaje kasku ochronnego, a kupiony za własne pieniądze musi oddać niemieckiemu pracownikowi, nie ma obuwia ochronnego i spadające metalowe części mogą mu zmiażdżyć stopy, wdycha pył zawierający metale ciężkie (stężenie pyłu nieraz jest takie, że autor pisze nie o jego wdychaniu, lecz połykaniu), pracuje w strefach zagrożonych wybuchem gazu, a kiedy zgłasza, że aparatura sygnalizuje zbyt wysokie stężenie, dowiaduje się, że jest „uszkodzona”.

Anannikova dostaje propozycję pracy przy robieniu kanapek i sałatek na nocnych 10-godzinnych zmianach. Młoda dziewczyna (jak wynika ze zdjęcia) się waha, bo jeszcze, o zgrozo, kazali jej wyrobić książeczkę sanepidu: „Kalkuluję, czy opłaca mi się iść do sanepidu dla tygodnia pracy w garmażerii i czy dam radę stać sześć nocy z rzędu. Dochodzę do wniosku, że nie”.

Bądźmy jednak uczciwi: Wallraff też przed jedną z prac rejteruje. Nie decyduje się na pracę w przestarzałej elektrowni atomowej przy odpadach radioaktywnych, a uważa, że powinien, skoro Turcy ją wykonują. W książce pisze o swoim „tchórzostwie”.

Anannikova pracuje jeden dzień jako sprzedawczyni na bazarze. Od siódmej do czternastej. Potem jeszcze musi posprzątać, ale „robi to ostatnimi siłami”. Skutki 7-godzinnego dnia pracy na dworze przy sześciu stopniach powyżej zera (ta zabójcza temperatura zostaje dodatkowo podkreślona przez redakcję)

są przerażające: „W domu jeszcze przez trzy godziny trzęsę się z zimna. Nie mogę leżeć prosto, plecy bolą. Wieczór spędzam w pozycji embriona. Następnego dnia budzę się z zakwasami w nogach i kaszlem”.

Nic dziwnego, że dziewczyna „czuje ulgę”, kiedy tego następnego dnia nie musi iść na bazar, bo szefowa okazuje się oszustką, zatrudniającą pracownice na jeden niepłatny dzień próbny. Myślę, że ulgę odczuli też czytelnicy reportażu, bo przecież wszystko wskazywało na to, że drugiego dnia pracy dziennikarka mogłaby nie przeżyć.

3 komentarze:

  1. A co się dziwisz, teraz każdy/każda woli pokazać część swego ciała i zarobić, nie pracując... Może to i dobrze, bo poza d...ą i tak nie mają nic ciekawego do zaoferowania, a praca jest dla naiwnych/murzynów/ Ukraińców/ słoików/ chorych, itd... (Skreśl niepotrzebnych).

    OdpowiedzUsuń
  2. No reportaż wcieleniowy pełną gębą. Jeżeli ktoś nie umie zrobić dobrze reportażu wcieleniowego, nikt go nie zmusza, niech nie robi wcale.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze anonimowe są niemile widziane i zastrzegam sobie prawo do ich kasowania bez dalszych wyjaśnień.